Znalazłam Miłość mojego życia....szukałam, a nie znalazłam... ...Znalazłam Miłość mojego życia...Pochwyciłam Go i nigdy już nie puszczę.
Drodzy...czas się pożegnać. Odchodzę ze świata fikcji i iluzji do Rzeczywistości... Jestem szczęśliwa, bo odzyskałam akt własności siebie. Drogo kosztował, ale warto było. Odkryłam swoje ograniczenia czego i Wam życzę z całego serca. Bo chyba mamy tę samą chorobę. Może więc kiedyś, jak Bóg zechce /a wszystko Jemu oddaję/,spotkamy się w SLAA/ czy SA/ lub innej Wspólnocie....a już na pewno spotykamy się w Wieczności.... Zamykam ten iluzoryczny , krzywdzący mnie świat blogowania. Ofiarowuję przebaczenie, które za łaską Boga stało się moim udziałem i proszę o przebaczenie.... Weselmy się, bo przecież...."Ku wolności wyswobodził Nas Chrystus".W tej wolności ...w realu...jestem gotowa na ryzyko bliskości bez przywiazań...afektów i oczekiwań..Ale nie pragnę już być wyjątkowa dla nikogo i w niczyim życiu nie szukam stałego miejsca. Jestem jak pielgrzym w drodze i NA DRODZE.....
Czego Wam życzyć...odwagi ...bracia...odwagi.... JA